Dodaj do Ulubionych      Ustaw jako stronę startową      Strona Główna      De Rauw-Sablon      Kontakt
Hodowcy Zachodni
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe
art_fachowe

Powrót do menu

CENTRUM HODOWLANE prezentuje


Marzec i kwiecień

Ad Schaerlaekens „Die Brieftaube” nr 16/2007



Pierwsze loty na wiosnę hodowcy różnie oceniają. Kiedy oni grają dobrze, mówią „ gołębie muszą być już z początku w formie!” Jeśli idzie gorzej wskazują, że „to nie ma nic do znaczenia, forma ma przyjść dopiero później!” Farbowani krótkodystansowcy w Belgii żądają naturalnie od swoich gołębi natychmiastowych osiągnięć.

Nie jestem graczem na krótkich dystansach w Belgii i nie jest to dla mnie ważne lecz dla niektórych hodowców nie tak całkiem nieważne. Gołębie nie są jeszcze w dużej formie, ale chodzi o to by one bez problemów wracały do domu.

Na początku wszystko musi być w porządku!

Hodowcy, którym idzie źle na starcie, pocieszają się, że „nie ma to znaczenia, ich czas jeszcze przyjdzie”. Widzą to często fałszywie, nie przyjdzie „to” gdyż bywa złudne. Musi już na początku przynajmniej być dobrze. Tu możemy być spokojni, gdy ze zdrowiem gołębi wszystko jest w porządku. Ja jednak każdej wiosny mam strach by nie zgubić wytrawnych gołębi. Wiem z doświadczenia, że można odpisać takie gołębie, jeśli one nie są pierwszego dnia w domu. W późniejszej części sezonu takie sytuacje dają tym ptakom większe szanse.

Straty są prawdopodobieństwem braku wolnych oblotów.

Dlaczego gołębie, które gubimy w lotach treningowych w marcu lub kwietniu, wracają później bardzo rzadko. Przyczyną tego jest najprawdopodobniej fakt, że w poprzednich miesiącach one były w długiej bezczynności. Zresztą to samo obowiązuje, gdy na noc gołębia brakuje w zimie. Rzadko taki gołąb wraca z powrotem.
Są przeciwnicy takiego stanu: np. u De Klaka gołębie latały całą zimę mimo, że on kupował gołębie u Janssenów za duże pieniądze.
Kto gubi rzadko gołębie.... champion dalekich dystansów Lippens. On nawet późniejsze młode wysyła daleko. One jednak mają do dyspozycji codziennie wolny oblot lecz gołębniki są otwarte dniami i nocami i ... prawie pióra nie gubi.

Trenowanie przy pięknej pogodzie.

Na wiosnę będziemy mieli niewielkie straty, kiedy gruntownie przetrenujemy swoje gołębie, jak super gwiazda Eric Limbourg. On zaczyna już w lutym, wywozi gołębie przy pięknej pogodzie. Wydawało by się, że to trochę za wcześnie, jednak udowadnia, że jest to duża wartość.
Odważam się przy dobrej pogodzie rozpoczynać treningi od połowy marca. Wielokrotnie już to przerabiałem, że moje gołębie na początku kwietnia były już dobrze przygotowane, podczas moi towarzysze sportu mieli problemy.
Jeśli sezon stoi przed drzwiami, bez względu na pogodę należałoby je przetrenować. Jeśli się na to nie decydujemy to musimy takie nie wylatane gołębie dać na start i trzeba kupować następne. Hodowcy, którzy mają cały dzień do dyspozycji mają łatwiej. Z kolei ci co pracują, mają trudniej, bo nie mogą wykorzystać „pięknej” pogody.


Przy rywalizacji o orzechy walczą z temperamentem. W koszu stają się spokojne. W locie konkursowym są w czołówce. To zachowanie dobrych i wyróżniających się wdowców. Z młodymi gołębiami rzeczy mają się inaczej.

Czy odniesiemy sukces bez czasu dla gołębi!

Czy w obecnym czasie, w którym sport gołębiarski wymaga dużo nakładu pracy i to pracy profesjonalnej, możemy zapomnieć o sukcesie, kiedy mamy mniej czasu? Absolutnie nie!
Kees i Aart holenderska wspólnota odnosząca sukcesy w super współzawodnictwie, z ich wspaniałymi gołębiami „Rocky” , „Mickey” i innymi, codziennie oboje już wcześnie rano jechali do pracy. Cały dzień pracowali i z powodzeniem grali gołębiami starymi (!). A więc da się to pogodzić.
Czytam czasami, że ktoś dobrze gra ponieważ 365 dni całkowicie poświęca gołębiom. Dlaczego reporterzy tak piszą? Zapytuję. To nie jest prawdą i tylko zniechęca hodowców, którzy pracują cały dzień.


One idą do kosza bez widzenia się ze swoimi samiczkami. Celowe jest ostrożnie otworzyć celkę i obrócić miskę. Wdowce już wiedzą o co chodzi.

Przy gołębiach młodych rzecz dzieje się inaczej.

Kamień mają w żołądku ci, którzy chcą błyszczeć gołębiami młodymi, a mają mało czasu. To kwaśne uczucie. Mieć mało czasu i chcieć grać dobrze młodymi. Niestety w dzisiejszym czasie można o tym zapomnieć. Trzeba zatem się dopasować do swoich osobistych okoliczności.

Planować dawkowany trening.

Trenuję swoje gołębie szczególnie wtedy, gdy drugi raz są dobierane do pary, są więc „na rozruchu”. Wypada to końcem marca. Takie przygotowania są godne uwagi i mają następujące zalety:
gołębie uczą się wdowieństwa niejako „od ręki”. Kiedy one przylatują z lotu treningowego, w domu za każdym razem zastają swoją partnerkę. Przede wszystkim ważne to jest u roczniaków. Wchodzą w zasady wdowieństwa. Oni uczą się szybko wchodzić, zanim sezon się zacznie.
osiągniemy też tym postępowaniem, że nie będzie trzeba w sezonie pokazywać już samiczek. Pokazywanie samic to także, wydaje się, niezbędna praca. Poza tym wdowcy idą do kosza, po pokazaniu samiczek, niespokojne. To jest sytuacja ujemna, szczególnie przy gorącej pogodzie. Gdy one przychodzą do kosza niespokojne, mają mniej zapału do walki, gdyż „dziobią się po głowach”. Poza tym wdowcy więcej wytrzymują, kiedy nie pokazuje się im samicy.

Pierwsze loty treningowe z krótkich odległości!

Moim zdaniem, błędne jest myślenie, że przygotowywane gołębie jest lepiej wywozić daleko. Czy one uczą się drogi, czy one lecą od wieży kościelnej do wieży kościelnej? To tak nie jest. Gołębie lecące lot 400 km, mogą lecieć 600 km lub więcej mimo, że takie punkty rozpoznawcze istnieją. Jeśli pierwszy lot konkursowy jest od 100 km, niektórzy hodowcy wywożą stopniowo swoje ptaki aż do takiej odległości. Wydaje mi się to bezsensowne. Wystarczy wywieść 5 razy na około 25 km. Wiem, że są ludzie, którzy mówią zobaczyć St. Quentin, jest w nich jednak dużo fantazji, mają złe spojrzenie i zły charakter.

Pozwalać startować razem czy nie?

Wiem od Williama Geertsa, który przez wiele lat dominował w unii Antwerpia, że jego wdowce startowały różnie. Na początku on wypuszczał je razem, później w mniejszych grupach. Może być też dokładnie odwrotnie. Okazuje się, że razem ptaki latają szybciej. Zdarza się czasami, że w pierwszych lotach treningowych wyróżniają się roczniaki. Są wcześniej niż reszta. Trzeba je dobrze obserwować, bo są to przeważnie te lepsze. Może być też i odwrotnie. Gołębie, które teraz przylatują później, często w lotach konkursowych są na listach konkursowych.
Uważać należy też, kiedy na pierwszych krótkich lotach gołębie przylatują z opóźnieniem, że dalej będzie lepiej. To nie jest dobra myśl! Zgubimy je gdy one nie są zdrowe.

Siła leży w spokoju!

Nerwowe samce tresowane do walki są rzadko dobrymi wdowcami. Dobre wdowce są przeważnie spokojni i w koszu i w gołębniku. One stają się żywsze, kiedy mogą polatać. Hodowcy, którzy posiedli sztuką lotowania samiczkami uważają tak samo. On faworyzują samice spokojne i nie stale gotowe do parowania.
Dość wiele dobrych gołębi miało imiona „Vechter” (= wojownik). Jednak to imię odnosiło się bardzo często do bojów z hodowcą, nie zaś z towarzyszami w gołębniku. Te niespokojne typy, które prawie nigdy nie siedzą cicho, rzadko są dobre.

Tłumaczenie: M. Kościelniak